piątek, 2 lutego 2018

Pokój do szycia - czy warto?

Wydawać by się mogło, że wspaniale jest mieć dedykowane miejsce do szycia. Najlepiej urządzone tak, by się Pinterest nie powstydził, a najlepiej by się zachwytem zachłysnął do zawieszenia. 

Ja zaczynałam swoje szycie w kącie sypialni. Mimo że pokój był dość obszerny, to chwilami fantazjowałam o osobnym pomieszczeniu, gdzie nici przyczepione do skarpetek nie migrowały po całym mieszkaniu, gdzie można bezkarnie porzucić rozbabraną robotę i zamknąć drzwi, by nie oglądać nieogaru.

Los chciał, że moja nieśmiała fantazja została rychło zrealizowana. Zaanektowaliśmy niskobudżetowo rękami własnymi nieużywane pomieszczenie, cudne, duże, jasne. Przeprowadziłam się z całym swoim szyciowym majdanem a mój małżonek… z kupą gratów różnej proweniencji. Szybko okazało się, że mój szyciowy pokój ma dwa etaty i dorabia sobie jako składzik. Jako niskubudżetowiec nie dostał żadnych mebli, ledwo dwa regały i komodę, także większość gratów pyszniła się na widoku. 

Pinterest płakał, gdy patrzył. 

Aspekty estetyczne nie były jednak w tym wypadku najważniejsze. Aby zacząć szyć, należało opuścić nasz open space i przemieścić korytarzem do osobnego pomieszczenia, co wymagało podjęcia decyzji o zmianie lokacji, spakowania przekąsek i herbaty :) i pogodzenia się z faktem spędzania wieczoru w składziku. 

W sypialni tymczasem można sobie było szyć jakby mimochodem. Wada w postaci izolacji dała mi się szczególnie we znaki po urodzeniu dziecka. wtedy to praktycznie całkowicie przestałam szyć, bo przenoszenie dziecka z akcesuarami do osobnego pomieszczenia było przedsięwzięciem karkołomnym, zwłaszcza że dziecię wytrzymywało bez mojej stuprocentowej uwagi całe pięć minut. 

Kiedyś chciałam ten okres wydłużyć do kwadransa, usadziłam Zo na lnianej kanapie, włączyłam bajkę i wręczyłam miseczkę malin (desperacja). Kanapa zalana odplamiaczem trafiła do pralki na... trzy dni, bo akurat była awaria prądu i pralki nie dało się otworzyć, a po wyjęciu nadawała się jedynie do kosza. Koszty wyszarpana sobie chwili czasu przekraczały zyski. Z tego względu obecnie nie planuję izolować się z szyciem od rodziny, tylko urządzić się miło w salonie i być jednocześnie wszędzie i robić jednocześnie wszystko:D








2 komentarze:

  1. Jak to! Osobne pomieszczenie do szycia i Ty mówisz nie? Obiekt westchnień i marzeń całej rzeszy domowych krawcowych, a Ty mówisz, że pomysł do bani. Ale jak znam życie to u mnie byłoby to samo ;)
    Ja mam obecnie kąt do szycia w sypislni i jestem ogólnie zadowolona. Owszem wymaga to pewnych nakładów pracy, trzeba po sobie sprzątać na bieżąco odpady, które powstają i pilnować szpilek jak oka w głowie. Nie mam jednak dodatkowych pomieszczeń i bardzo się cieszę, bo pewnie skończyłoby się podobnie jak u Ciebie.
    Na Pintereście oglądam zdjęcia mikropracowni takich jak moja i do ideału jeszcze sporo brakuje. Owszem brakuje miejsca na manekin czy dodatkową maszynę, ale mam wszystko na oku ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwak ze mnie:) Znam to pilnowanie szpilek. Niestety, czasem mi się nie udaje i dostaje mikrozawału, jak znajduję jakąś na podłodze (albo nie daj Boże dziecko znajduje:P) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń