wtorek, 12 stycznia 2016

Ołówek idealny, część druga sagi o idealnej garderobie

Ołówek skończenie idealny!
Lepszego nie będzie, bo rezygnuję z dalszej produkcji.

Pod wpływem literatury poradnikowej cały świat od lat kilku rewolucjonizuje swoją garderobę i głęboko namyśla się nad ważkim zagadnieniem osobistego stylu. Który to potem pracowicie wytwarza, głównie grzebiąc jak kura w blogach i pinterestach, kochając miłością głównie teoretyczną  trencze, męskie półbuty i koronkowe staniki.

Może nie będę się za bardzo wyzłośliwiać, bo sama nie byłam wyjątkiem. Przeczytałam te wszystkie książki z french chic w tytule, podtytule lub treści. Czytałam o dziesięcio-elementowej garderobie i casule wardrobe. Dzięki tym pouczającym i wzbogacającym lekturom (lasy umierają, lasy!) pochyliłam się i wymyśliłam całkiem spójny system. Wszystko do siebie pasowało i ładnie się rotowało, tworząc zestawy.

Poszło niby dobrze. Tylko okazało się, że ta moja garderoba ma się świetnie w szafie i w zasadzie w szerokim świecie nie bywa. Bo kiedy rano miałam założyć przygotowany dzień wcześniej zestaw ubrań , który miał w składzie właśnie spódnicę ołówek, cardigan i bluzkę (jeden z moich sztandarowych zestawów), to całe moje grandzie jestestwo stawiało opór i wymyślało szesnaście powodów, by przywdziać coś drastycznie innego.

Trochę się ze sobą kotłowałam. O wynikach tej szarpaniny napiszę Wam innym razem. A teraz rzeczony historyczny ołówek:



Spódnica uszyta na bazie wykroju numer 111 - Burda 8/2012

17 komentarzy:

  1. Fajny ołówek, mnię się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Obiektywnie rzecz biorąc jest udany. Tylko nieużywany:)

      Usuń
  2. Bardzo chętnie poczytam, co Ci z wyszło z tego kontrolowania garderoby, bo też próbuję się za to zabrać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiecuję, że będę kontynuować wątek:)

      Usuń
  3. Jestem ciekawa Twoich wniosków końcowych po tych eksperymentach z szafą :) ja postuluję raczej szukanie w sobie niż w poradnikach, choć w pewnym stopniu mogą one pomóc znaleźć właściwą drogę. ale jednak wyjściem nie jest przeniesienie na siebie stylu, który się sprawdził u innych, choćby nie wiadomo jak był klasyczny :P zamierzam w tym roku pisać troszkę na ten temat.
    A ołówek, taki ładny, może się okaże, że spojrzysz na niego w inny sposób, zestawisz zupełnie inaczej i jednak da się nosić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki serdeczne! Patrzyłam na niego i lubię go, nawet ładny. Ale jakoś nie mogę się przemóc, by je nosić... Z chęcią poczytam, co masz na ten temat do napisania, czekam z niecierpliwością!

      Usuń
  4. Ale trafiłaś swoim postem w moje szyciowo-ubraniowe rozterki! Też jestem po lekturze, z tym że rozmaitych blogów traktujących o stylu, tworzeniu bazy, jakości. Doszłam do wniosku, że u mnie panuje chaos. Wiem też, że nie mam konkretnego stylu i trochę się miotam. Zaczęłam rozważać, czy nie wprowadzić zmian. Natchniona tym, co przeczytałam, przetrząsnęłam na razie szafę, by raz na zawsze pożegnać się ze starymi, znoszonymi ciuchami. To była ta łatwiejsza część zadania. Teraz należałoby pomyśleć, co ma być moją bazą. I zacząć ją kompletować. Tylko że mam taki problem, że podobają mi się klasyki i eleganckie zestawienia, a z drugiej strony mam taką pracę i takie życie, że najczęściej noszę się znacznie swobodniej, bo mi tak wygodnie. Ale chciałabym czegoś więcej i ładniej;). Moim największym problemem jest chyba dopasowanie do siebie części garderoby, ale na szczęście latem jest mi znaczenie łatwiej, bo mniej elementów musi ze sobą grać. Zdaje się, że rozumiem Twoje poranne rozterki, bo i ja podobne przeżywam dość często :D. Spódnica jest ładna, ale jak Ci coś w niej nie gra, to nie ma bata, żebyś ją nosiła. Ja swój czarny ołówek oddałam siostrze. Parę innych ciuchów też. Sporo rzeczy mamie. Ślęczę przy tej maszynie, a dalej nie mam się w co ubrać ;).
    Na pierwszy raz się bardzo rozgadałam, ale tak ciekawy dla mnie temat poruszyłaś, że i tak musiałam się hamować. Czekam na kolejny wpis. W zeszłym tygodniu przeczytałam wszystko i chciałabym więcej :). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, dziękuję za miły komentarz! Mam bardzo podobne spostrzeżenia do Twoich. Też widzę się w bardziej oficjalnej formie stroju, ale w zasadzie mój tryb życia tego nie wymaga i ciężko mi się do tego zmusić:P Wyrzucanie mam już za sobą. Najbardziej bolesne jest chyba wyzbywanie się uszytych przez siebie rzeczy, których się nie nosi. Muszę się zacząć szesnaście razy zastanawiać, nim siądę do maszyny... Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  5. Czyżby na co dzień kończyło się na czymś wygodnym, w czym można na czworakach podążać za potomstwem?;) Jeśli tak, to skąd ja to znam...

    OdpowiedzUsuń
  6. Całe szczęście, że mam pracę, która wymaga ode mnie nieco bardziej eleganckiego stylu (na pewną dozę luzu mogę sobie pozwolić, bez przesady; kozaki na płaskim i sukienka Twiggy przejdą od czas do czasu, na co dzień - a zwłaszcza w dni gdy mam jakieś spotkania oficjalne - preferowane są jednak ołówki, obcasy i żakieciki), bo inaczej nigdy bym się nie zmusiła do włożenia czegoś, co w choćby minimalnym stopniu krępuje mi ruchy ;)

    Na szczęście też mam w pracy gdzie się przebrać oraz (ha!) mam tam własną szafę ubraniową, więc dzień mój wygląda tak: w drodze dżinsowo-dresowo-swetrowy luz, w pracy obcas i kiecka, po pracy znów luz.

    A "na szczęście" piszę dlatego, że w sumie lubię - mimo wszelkich niewygód - ten swój styl służbowy. Bo nie da się ukryć, że fajnie czasem tak bardziej kobieco i szykownie się nosić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masz poniekąd fajnie, bo praca Cię trzyma krótko przy pysku, to znaczy w jakiś eleganckich ryzach:D Pewnie już po włożeniu ołówka czujesz w sobie ten profesjonalizm:)

      Usuń
    2. Czasem czuję go w sobie WYŁĄCZNIE dzięki ołówkom, ale o tym ciiiii ;)

      Usuń
  7. "Ołówek" to mój ulubiony fason spódnic. W trapezie wyglądam na 12 lat - gdy nie patrzę na twarz;).
    A książkę Garance czytałaś?
    Trochę mam dość poradników w tym temacie i w sumie się zgadzam, że w "klasykach" każda kobieta wygląda dobrze. Wtedy jednak budzi się we mnie chochlik, który ma ochotę zrobić inaczej.
    Np. tyle się pisze, żeby nie gonić za trendami itp. A jak mam ochotę na kwieciste spodnie dzwony, to co? Mam się przed tym bronić, bo nie posłużą mi 10 lat?;)
    Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też nosiłam ołówki do tej pory, bo w innych fasonach wyglądałam poniżej swojego wieku. Obecnie jednak efekt odmłodzenia byłby pożądany:> Zgadzam się w zupełności, że nie warto się ograniczać w ten sposób. Mnie przed podążaniem za trendami chroni bardzo skutecznie fakt, że ich kompletnie nie znam:D Garance nie czytałam, choć miałabym ochotę, ale żal mi trochę pieniędzy, bo opinie są różne. Warto? Pozdrawiam serdecznie:*

    OdpowiedzUsuń
  9. A propo suzkania swojego stylu polecam zapoznać się z bardzo ciekawą teorią typów urody wg. Davida Kibbe - nie każda kobieta dobrze wygląda w ołówkach, kołnierzykach i innych klasykach :) i nic dziwnego, że często pewne rzeczy nam "nie grają", mimo, że są ładne i ponoć klasyczne. Ja nie jestem pewna jaki mam typ, ale wiem przynajmniej jakiego typu zdecydowanie nie mam i dzięki temu pewne stroje bez wahania omijam szerokim łukiem - np. takie pepitkowo-ołówkowe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym to wiedziała wcześniej! Muszę się zapoznać z tą teorią, bardzo dziękuję za inspirację. Pozdrawiam!

      Usuń