środa, 20 stycznia 2016

Gwiezdne poduszki Zo

Proces zachęcania Zo do sypiania na swoim trwa w najlepsze. Unikam jak mogę otwartej konfrontacji i staram się zanęcać okrężnymi sposobami. Jednym z takich chwytów niebezpośrednich, stosowanych przeze mnie z różnym skutkiem, jest uatrakcyjnianie małego łóżeczka. 

Efekty świetlne i szeroko pojęte iluminacje nie robią na moim dziecku wrażenia. Z kocykami jest trochę lepiej, ale szału też nie robią. Poduszki-gwiazdki natomiast dały radę, to znaczy zostały łaskawie zauważone. Szczerze mówiąc, raczej ku memu zdumieniu. Szyjąc je bowiem, miałam wrażenie, że robię to głównie dla swojej wizualnej przyjemności, niż ku uciesze dziecięcia. 

Dziecię owe bowiem nigdy nie żywiło na tyle gorących uczuć dla jakiegokolwiek pluszaka, by dzielić z nim łoże. Zaszczytu tego nie dostąpił nawet mały piesek, hołubiony i wyróżniany, bo przyniesiony przez zofinego idola, którego imię wymawia z nabożeństwem, głosem ściszonym - "Mikołaj". Piesek wieczorami po zgaszeniu światła, rzucony bezlitośnie dwuletnią rączką, leci równym łukiem i ląduje sznupą na panelach. Zofia nie zna litości ni współczucia.

Jedynym stworzeniem, które Zo tuli do snu jest jej własna matka, która mimo nikczemnego wzrostu i niepoczesnych rozmiarów ma jednak problemy ze zmieszczeniem się w łóżeczku. Biodrem leżę na metalowej ramie, nogi mi sterczą nad poręczą, a cała moja osoba jest pokracznie poskręcana w różne strony świata, w zależności od komend "mamusia tuli, mamusia nie tuli, mamusia tuli nóżkę, mamusia tuli wszystkie nóżki, mamusia przykryje, mamusia odkryje, mamusia w małym (w domyśle: łóżeczku), mamusia w dużym" i inne tego typu.

Miotamy się zatem radośnie, ale można zaobserwować już pierwsze jaskółki oczekiwanych zmian. Zdarzają się noce całkowicie przespane we własnym łóżeczku! Reaguję na nie entuzjastycznie, słychać fanfary i każdej napotkanej osobie, zainteresowanej bądź nie, oznajmiam radosną nowinę. Potem pojawia się myśl typu "omg, ona jest już taka duża, śpi na swoim, zaraz pójdzie do szkoły, opuści gniazdo, czas leci nieubłaganie, jesteśmy starzy, wszyscy umrzemy, świat zmierza ku zagładzie". Dzięki temu następnego wieczora, gdy Zo w ramach równowagi nawet małym palcem stopy nie tknie łóżeczka, jakoś łatwiej znoszę wychowawczą porażkę.



16 komentarzy:

  1. :))))
    Historia wprawdzie mi obca (bo Witas od samego początku sypiał sam i tylko sam, i na swoim - taka ze mnie zła, zimna matka...) ale za to jaka zabawna! ;)

    Ostatnio nocowała u nas Witka Ciotka. Odbyło się tradycyjne rodzicielskie "usypianie" (czyli czytanie książeczki + śpiewanie kołysanek - zawsze tych samych i w tym samym porządku i z tymi samymi zmianami w tekście, które wprowadził słuchający ["mamo, ale śpiewaj, że ja już jestem pogrążony!"]), które odbywa się z pozycji dzicinnego mikro-fotela stojącego przy łóżeczku (na szczęście fotel jest piankowy, dzięki czemu mieści się w nim nie tylko drobna mama, ale i nieco większy tata - bo usypianie jest realizowane naprzemiennie, mimo wyraźnych preferencji Witasa skierowanych ku matce...).
    Po tych rytuałach odbywa się równie rytualny cmok w czółko i równie rytualne pytanie "aaaa kiedy będą moje urodziny?", a następnie dzieć usypia sam.
    Tym razem Witas przywołał jeszcze i Ciotkę, na deser.
    Jakież było jego zdumienie, gdy Ciotka wpakowała się do małego wyrka! ;)
    Lekko skonsternowany wysłuchał pół kołysanki i oświadczył "już za długo, idź" ;)
    Taaaa...
    Dzieciaki. Jeden taki, drugi taki, ale każdy, bez wyjątku, "uroczy" :)

    A gwiazdki bombowe! I jak pięknie lśnią! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dziecko też jest niezwykle konserwatywne w temacie przyzwyczajeń i słów piosenek. Każda moja improwizacja spotyka się z surową naganą. Natomiast nie udaje mi się podzielić przywileju usypiania Zo z moim mężem (mąż chętny, Zofia oburzona taką perspektywą). W tych rzadkich chwilach, gdy ojciec jest w domu, usypiamy ją w teamie aż do głębokiego snu. Potem wymykamy się cichcem:P

      Usuń
  2. Piękne podusie! Może bym zmałpowała, ale moje dziecko ma awersję do swojego pokoju :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje nie ma awersji. Pewnie wyłącznie dlatego, że nie ma pokoju:D Dziękuję za miłe słowa!

      Usuń
  3. Jakżeż wspaniale musi być ozdobione wasze łóżko, skoro Mała rezygnuje z chmurki , światełek, puchatych gwiazdek i króliczka.
    Czym są wypchane poduszki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaiste wspaniałe. Jestem w zasadzie jego jedyną ozdobą:> Poduchy wypchałam wkładem poduszkowym (wypatroszyłam poduszkę zakupioną w IKEA).

      Usuń
  4. Mała dyktatorka, bez dwóch zdań ;) Z resztą chyba jak większość tych istotek z odrostem od ziemi mniejszym niż 1m.
    Fajnie, że poduchy choć trochę pomogły :) A sama Zo nie próbuje wymyślać, co chciałaby do spania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prócz matki - niewiele. Ostatnio postulowała poduszkę-choinkę, ale jest już trochę poza sezonem:P

      Usuń
  5. Bardzo fajny kącik do spania! Poduchy 1 klasa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja Zofię rozumiem doskonale, też byłam dzickiem, którego pluszaki lądowały na ziemi zaraz po zgaszeniu światła, a mama bez dwóch zdań była ulubioną "przytulanką" zobligowaną do wspólnego nocowania, w końcu jednak poszłam na swoje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest budująca historia!:D Powiem Zofii, może się zainspiruje!

      Usuń
  7. Hahaha uśmiałam się :-)widzę ile jeszcze przede mną. Poduszki super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi! Pamiętaj, nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej:P

      Usuń
  8. Ale kolekcja, kto by w takim fajnym łóżeczku spać nie chciał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, właśnie, ekhm... Jest jeden taki osobnik:>

      Usuń