niedziela, 28 czerwca 2015

Ale lala, czyli na co mi przyszło

Przeczuwałam smętnie, że nadejdzie kiedyś czas, gdy moja córka zapragnie posiadać lalkę Barbie, uosobienie nierealnych wyobrażeń o kobiecym ciele w wypindrzonej wersji. Miałam jednakoż nadzieję, że nastąpi to zdecydowanie później, może na etapie identyfikacji z przedszkolnymi koleżankami. Zofii natomiast ledwo stuknęła dwójka i posiada już małą kolekcję.

Jak do tego doszło? Teściowa. Posiada ona kilka worów mocno nadwyrężonych zabawek, które już jako fabrycznie nowe nie było nazbyt urodziwe. Całe to szczęście zostało udostępnione w pokoju psa, gdzie Zofia walczy z Jagą o co bardziej popularne pluszaki.

Wśród tych skarbów znalazło się kilka lalek typu niby-Barbie. Wszystkie gołe, wszystkie po przejściach, w kolejce NFZ po endoprotezy. Jedna ma rękę przykręconą drutem. Los jej nie oszczędził, bo na domiar złego nogi jej wypadają z bioder przy bardziej zamaszystych ruchach. Zofię to bawi. Wyrywa je celowo, przynosząc nam raz po raz kadłubek i dwie kończyny luzem, domagając się ortopedycznej interwencji.

Wzruszyło mnie to samarytańskie zamiłowanie mej córki i postanowiłam okryć wstydliwą nagość nieszczęsnej kaleki. Wygrzebałam kąsek materiału pasujący jej do karnacji i makijażu i znalazłszy odpowiedni wykrój, stworzyłam taką oto kreację:



Lala na zdjęciu nie jest tą wzmiankowaną ofiarą nieszczęśliwych wydarzeń. W trosce o poczucie estetytki mojej córki zamówiłam jej dwa nowe egzemplarze Barbie. Co ciekawe, są to lalki przeznaczone do pozowania - mają krzywe biodra i rękę na zawsze zgiętą we wdzięcznej pozie, uwydatniającej outfit. Tak sobie stoją i wyglądają, bo przy siadaniu spodnie im spadają z zadka.

Dziecię moje jednakoż nie posiadało się ze szczęścia. Odebrało paczkę kurierowi i łaziło z nią po ogródku, nie pozwalając jej otworzyć. Kiedy udało mi się wyszarpać kawał kartonu na tyle umiejętnie, by zachęcająco ukazywał zawartość, Zo wpadła w radosny amok. Dzikimi rykami poganiała matkę, która trzęsącymi się rękami rozszarpywała pazurami kartony i plastikowe pudełka. Wyrwała mi lalkę, która do grzbietu silikonowymi sznureczkami miała jeszcze przytwierdzony kawał plastiku. Każda moja próba zbliżenia się do lalki z nożyczkami, celem odczepienia zbędnego balastu kończyła się rozpaczliwym płaczem Zofii, przeto zaprzestałam usiłowań i lalki uwolniłam i obejrzałam dopiero po zmroku.

Wykrój na sukienkę pozyskałam z fantastycznego bloga DollClothes. Oryginalna sukienka jest przepiękna (cudo) i na dodatek do kompletu autorka bloga zrobiła własnoręcznie buty z kleju silikonowego. Polecam zajrzeć, nawet, jeśli od lat wielu nie macie do czynienia z lalkami. Oglądając zdjęcia odczułam przemożną ochotę rzucenia wszystkiego i zajęcia się szyciem maleńkich ubranek.


23 komentarze:

  1. Próbowałam kiedyś szyć dla barbie, ale poległam na całej linii. Wolę już chyba uszyć zimowy, pikowany płaszcz niż taką maciupeńką sukienusię :)
    Ale szaleństwo barbiowe też nas nie ominęło - moje dziecię uznawało tylko barbie. No, może jeszcze polly pocket wchodziło w grę. Na szczęście etap lalkowy mamy dawno za sobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szycie w takiej skali jest w istocie dosyć upierdliwe, ale efekty są wynagradzające. My chyba dopiero zaczynamy i aż strach się bać, co będzie dalej:)

      Usuń
  2. Piękna sukieneczka :) Ja kiedyś dla swoich lalek szyłam sama - najpierw ręcznie, a później jak opanowałam maszynę, to na maszynie właśnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie miałaś cudnie ubrane lale! Niestety, nie mam w tym względzie doświadczeń, chociaż pamiętam, że miałam taką małą, różową maszynę do szycia, która bardziej hałasowała niż cokolwiek szyła:)

      Usuń
  3. W czasach mojej podstawówki kilka koleżanek miało wujków/ ciocie w NRD i miały też lalki Barbie:) Ale tylko Małgosia miała super zdolną mamę, która wyczarowywała bajeczne stroje dla tych chudzielców.
    Pamiętam,że nie zazdrościłam tych Barbie ale właśnie tych ciuszków hand made no i umiejętności.
    Z racji tego,że mam syna pozostaje mi uszyć pokrowiec na auto terenowe lub futerał na łuk a Tobie zazdroszczę możliwości krawieckiego wyżycia w skali micro !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) to jest fajne w posiadaniu córeczki. Zazdrościłaś i proszę - teraz sama masz ciuszki hand-made no i jakie umiejętności:D

      Usuń
  4. Nie, nie szycie takich maciupeńkich ubranek to nie dla mnie. Cieszę się, że barbie raczej napewno nas ominie ;) Aczkolwiek popatrzeć i popodziwiać mogę, bardzo ładna ta Twoja sukienka a i od kreacji na blogu też oderwać się trudno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że momentami było trudno (wdawanie maciupeńkich rękawków - męka), ale miło jest snuć plany i widzieć rezultaty na kimś bardzo fotogenicznym :) Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  5. Ho ho! No to już wiemy co będziesz robiła nocami ;) Lepiej chowaj wszystkie ścinki, jeśli nie chcesz projektować całej kolekcji letniej dla Barbie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ścinków to ja mam zatrzęsienie... Na szczęście mam co robić, zwłaszcza nocami. Robię to, czego w dzień nie miała szans ogarnąć:D

      Usuń
  6. To rzucaj wszystko i szyj! chętnie pooglądam Twoje wytwory, bo strasznie ich mało tutaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestetyż, nie te czasy... Nie jest to już możliwe;) Ale mam nadzieję wrzucać posty częściej. Dzięki i pozdrawiam!

      Usuń
  7. Super! Też bym poszyła takie ubranka :-) byłby to powrót do przeszłości, bo szyłam je kiedyś (oj dawno, dawno....) dla Barbie mojej siostry. Nawet suknię białą długą (ślubną) o dziwo bez pleców (to akurat za bardzo zamierzone nie było) stworzyłam. Mój chłopiec (na szczęście - heh polecą czy nie gromy od wyznawców gender? Ciebie Grando nie podejrzewam) barbie się nie bawi i nie pożąda dla niej nowych ubrań. Może coś uszyję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gender chyba nie może mieć wyznawców, bo to nie religia:) Poprzednim użytkownikiem tych zabiedzonych lal było dziecko płci męskiej (to mogłoby tłumaczyć garderobiane zaniedbania;))

      Usuń
    2. A niech sie każdy bawi czym lubi :-) zachęcona i zmotywowana zmajstrowałem kiecke dla lali - mało finezyjna, ale jest :-)

      Usuń
  8. Wygląda cudnie...pamiętam, że mama też zawsze szyła ubranka dla moich lalek, obym i ja kiedyś aż tak wyuczyła się szycia, póki co skończyłoby się pewnie na potoku przekleństw :D podziwiam Cię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki serdeczne! Ja też sobie czasem ponarzekam:) Poza tym, te maciupkie rozmiary potrafią dać się we znaki...

      Usuń
  9. Haha, świetnie piszesz, będę zaglądać na pewno! ; Za to do linka, który zapodałaś, nie zajrzę, bo będę znowu musiała sama sobie tłumaczyć, że nie mam czasu na kolejną zajawkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Zapraszam serdecznie, bardzo mi miło!

      Usuń
  10. Ja też nie jestem fanką takich laleczek, zdecydowanie wolę takie szmaciane, no ale cóż poradzić jeśli dziewczynki kochają Barbie albo Monster High.
    Śliczna ta maleńka sukienka. Tez kiedys zostałm zagobiona do szycia takich drobiazgów i sporą frajdę mi to przyniosło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię. Mi się nie podoba idea lalki Barbie, ale cóż począć. Moja córka ostatnio je kompletnie zarzuciła, co mnie cieszy:D

      Usuń
  11. Piekna sukienka!!!
    Przypomnialo mi sie jak z koleżanka szylysmy że skrawek dla lalek, na jej ogródku.
    Jedno z piekniejszych wspomnien...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Ja nigdy nie szyłam dla lalek, więc będę teraz nadrabiać:)

      Usuń