poniedziałek, 16 marca 2015

Upcyckling kubeczków po jogurcie, czyli niskobudżetowe zabawki, czyli matka na wychowawczym:)

Postanowiłam przez jakiś czas nie kupować Zofii zabawek. Poziom dziecięcych akcesoriów osiągnął alarmujący poziom i ledwo je ogarniamy. Oglądając ostatnio stare zdjęcia, uderzyło mnie, jak u nas było pusto. Zo miała kilka misów, parę grzechotek, trzy przytulanki. Kupowaliśmy raczej mało, kontrolowaliśmy też zakupy rodziny, wyręczając ich w wybieraniu prezentów.

Do czasu wszystko działało zgodnie z planem. Pewnego razu odwiedziliśmy naszych sąsiadów, którzy mają synka w wieku Zofii i oczom naszym ukazało się 50 metrów kwadratowych podłogi usłanych grającymi i świecącymi zabawkami. Poczułam się nieco wyrodnie, że u nas w domu nic nie jest interaktywne.

Naszły mnie czarne myśli, że pozbawiam Zofii jakiegoś przeżycia pokoleniowego i jeszcze tego samego wieczoru zakupiłam szczeniaczka-uczniaczka. Według krótkiego researchu który przeprowadziłam, miała to być jedna z bardziej popularnych i lubianych zabawek, którą mają dosłownie wszyscy (prócz Zo, rzecz jasna).

Piesek szału nie zrobił i po dziś dzień nie robi. Leży sobie gdzieś zakopany pod pluszakami i czasem, wśród nocnej, głuchej ciszy przyprawia mnie o mikrozawał, gdy swym cienkim, złowieszczo entuzjastycznym głosikiem proponuje "Pośpiewajmy i pograjmy w gry!" albo rzuca w przestrzeń enigmatyczną frazę "Moje paluszki!".

Pewnie skończyłoby się na jednej zabawce, ale niedługo później Zo skończyła roczek i została zasypana fiszer prajsami i ich pochodnymi. By nie pogrążać się wyłącznie w malkontenctwie, przyznam, że zjawisko ma swoje pozytywne strony. Na przykład wreszcie porządnie nauczyłam się śpiewać angielskie "ABC" (jakimś cudem ominęło mnie to przeżycie pokoleniowe).

Poniżej absolutny must-have każdego dzidziola, czyli kubeczki. Cały czas wynajdujemy nowe zastosowanie dla ikeowskiego zestawu kubeczków MULA, więc postanowiłam bezkosztowo powiększyć nasze zasoby, wykorzystując do tego kubeczki po niemowlęcym jogurcie.









24 komentarze:

  1. Bomba :) A te taśmowe kształty to wisienka na torcie! ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieci uwielbiają kubeczki, to fakt! Twoje są super, pomysłowe, a do tego pięknie wykonane, z kolorowymi akcentami- dla mnie ekstra!

    OdpowiedzUsuń
  3. Z autopsji mogę dodać, że takie zabawki są najlepsze. Fiszer prajsy niech się pod stół schowają :)
    Moje dziecię najlepiej bawiło się opakowaniami po zabawkach. A pluszaki nie służyły do przytulania, tylko do miętolenia metek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opakowania, to jest to! Tak, słyszałam o tych metkach i kupiłam dziecku zabawkę z metkami. Za całe sześć dych. Tak. Wiadomo kto mnie opuścił. Ale należy mi wybaczyć, bo byłam w połogu. CBDU, Zo nigdy się nią nie bawiła:)

      Usuń
    2. Za czasów kiedy byłam mamą niemowlaka (czyli jakieś 13 lat temu) nikt nie słyszał o takich wynalazkach jak specjalna zabawka z metkami. Młoda miętoliła po prostu wszystkie metki firmowe w jakie standardowo wyposaża się pluszowe cudaki :)

      Usuń
    3. Tak, tak! Wiem, o co Ci chodziło! Wzorując się na tej dziecięcej namiętności, powstały twory z samych metek. Tylko czekać, aż zaczną sprzedawać zestawy plastikowych patyków do grzebania w ziemi;) Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Świetny pomysł, ładnie dobrane wzory:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże jakbym o swoim dziecku czytała! No "toćka w toćkę" wypisz-wymaluj Stasiek. Wszystkie zabawki, które są polecane - u nas totalnie się nie sprawdzają. Niczym się nie bawi, ani autkiem, ani klockami, ani żółwiem Albertem (tak, jest taki stwór) - lubi rozkładać parowar, udaje że blenduje blenderem albo bawi się taką starą maszynką do rozdrabniania. No i oczywiście garnki. Przy czym każdej zabawie musi towarzyszyć mama :/ Jest to już nużące ale cóż - oby w przyszłym roku poszedł do przedszkola ;) Kubeczki MULA i u nas zdały egzamin, najbardziej pożądane są podczas kąpieli. Przelewanie wody to jest to. Latem pójdą do piachu i tam też zdadzą egzamin ;) No dobrze a napisz jak Ty bawisz się z Zo kubeczkami handmade? Może mnie zainspirujesz?? W ogóle to świetny pomysł, chyba go od Ciebie zgapię :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na szczęście nie mamy żółwia:) Zo też chce się bawić ze mną. Samodzielnie bawi się dość krótko, ale to i tak postęp, bo kiedyś w ogóle nie miała takiej funkcji. Akurat przy kubeczkach mało jej asystuję, bawi się sama. Wkłada jeden w drugi, rozkłada je na dywanie, zakłada sobie na stopy, chowa w nich zabawki etc. Uczestniczę tylko w nazywaniu kolorów i zwierzątek (Zofia naśladuje dźwięki). MULA też u nas się teraz kąpią. W przedszkolu nadzieja:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha czyli robi to co Stasiek. Najbardziej bawią mnie te kubeczki na malutkich stopach :D Jak to fajowo wygląda :) Daj Boże żeby od przyszłego roku poszli do przedszkola ;)

      Usuń
    2. Czego Tobie i sobie serdecznie życzę:D

      Usuń
  7. Dwa posty pod rząd, szał!
    Pan metka u nas też się kurzył, za to metki prawdziwe (np. od dywanu) były ciamkane codziennie :) Kubki to genialny pomysł, że też nie wpadłam na to, gdy był czas po temu.
    Którzy tam wkraczacie, żegnajcie się z nadzieją. Przedszkole niestety nie wybawia, lecz generuje kolejne problemy - np. rozliczne choroby, u nas od początku roku jeszcze nie było dnia, żeby były wszystkie zapisane dzieci ;)
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję wiosnę, wpadłam w szał;) Coś tak podejrzewam, że im dalej tym gorzej i najspokojniejsze czasy skończyły się po poerwszym miesiącu życia:) w sumie to lepiej siedzieć w domu z dzieckiem zdrowym, niż chorym, więc niniejszym ogłaszam, że zaczynam
      się cieszyć chwilą!:)

      Usuń
    2. Och, w tym roku to moje wyzwanie - cieszenie się chwilą! Mam taki problem, ze jestem zawsze krok do przodu i zamiast cieszyć się przytulaniem syna, to ja już myślę, co to za zadania zaraz wykonam. Uświadomiłam sobie, że jestem poważnie chora i teraz kilka razy dziennie zatrzymuję się, by pomyśleć, jak mi dobrze. Ogromnie się cieszę, że taką myśl właśnie wyraziłaś :))
      Ola

      Usuń
    3. Ja cierpię na tą samą przypadłość. Ratunku szukałam oczywiście w literaturze fachowej (;P). Całkiem niezła, choć trochę pretensjonalna jest książka Tolle "Potęga teraźniejszości". Tylko że musiałabym sobie ją odświeżać średnio raz na tydzień, by utrzymać się w ryzach;)

      Usuń
  8. Pomysł super, ale znając mego syna mam pewne obawy, że najlepsze w całej zabawie kubeczkami byłoby zdzieranie taśmy a później, w akompaniamencie głośnych mlasków, jej pożarcie :) Ale od jutra zaczynamy zbierać kubeczki po jogurcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, istnieje taka możliwość:D Może lepiej pozostać przy samym obrazku:)

      Usuń
  9. O tak!! właśnie dokonałam czystek w pokoju chłopców!!!
    A kubeczki rzeczywiście są doskonałą zabawką. Nadają się do piasku, do kąpieli, do zbierania zabawek z kinder niespodzianek itd itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musiała być heroiczna praca:)

      Usuń
  10. Miałam takie same przemyślenia po wizycie u sąsiadów :) no i po tym kupiłam na tablicy stolik interaktywny, Jagodzie na szczęście się spodobał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, kamień z serca! Inaczej musiałabyś przy nim pić kawkę, żeby wydatek nie poszedł na marnację:)

      Usuń