piątek, 27 marca 2015

Czarno-biały kosz na zabawki AKA wór na wszystko

Widziałam biało-czarne kosze na zabawki na różnorakich blogach. Kilka razy. Kilkanaście. Kilkadziesiąt. Gdzieś koło setki doszłam do wniosku, że są fantastyczne i że właśnie taki koniecznie powinnam mieć, by się liczyć. Obejrzałam je sobie w podlinkowanym sklepie online... i historia kończy się happy endem! Nie kupiłam, bo zabiła mnie cena:D

Posłałam sobie w lustrze całusa za uratowanie resztek mojego nieskażonego marketingiem ośrodka decyzyjnego. Zracjonalizowałam sobie to wszystko i pogrzebałam w pudłach z materiałami. Założenie było proste: nie wydam ani złotóweczki/euraska. Działam na resztkach!

Do wykonania kosza na zabawki użyłam zalegającej surówki bawełnianej ze sklepu szwedzkiego na I. Jako że była nieco zbyt wątła, by podołać swemu przeznaczeniu, podkleiłam ją grubą flizeliną, pozyskaną od Teściowej z szyjącą przeszłością. By przydać tkaninie atrakcyjności, zastemplowałam ją kartoflem wyciętym w kształt kociego pyska (skrajnie uproszczonego, można się czepiać). Wyszło nad podziw dobrze, bo farba była stara i zaschnięta i mimochodem uzyskałam pożądany przez pół internetu efekt scandi-shabby. Naprawdę dobrze mi się wiodło, może nie licząc smrodu stemplowania kartoflem, jakoś nikt nigdy się o tym nie zająknął w tutorialach.

Spód kosza miał być na planie koła, które odrysowałam od stolika nocnego, bo tylko on wydawał mi się zapewnić godziwe gabaryty wora docelowego. Wszak zabawek jest dużo. Jednakoż to, co uzyskałam, zszywając dno z bokami ,mogło z powodzeniem pomieścić dwie Grandy z Zofią. I jeszcze byłby luz.

Przystąpiłam do prucia, co nie należało do przyjemności, bo przykładałam się do szycia plus ta gruba flizelina. W trakcie tego procederu w nieznanych okolicznościach zaginęły wszystkie moje (dwa) nożyki do prucia i ich losy są po dziś dzień nieznane. Powstało wiele hipotez i wiejskich legend, jednak  żadna nie zbliża nas do odkrycia prawdy o tym tajemniczym wydarzeniu. Rozwiązanie zagadki należeć będzie prawdopodobnie do przyszłych pokoleń, no chyba że znajdą się przy przeprowadzce. Życzyłabym sobie, by nie było to jednak moje małoletnie pokolenie w osobie Zo, bawiącej się nożykiem.

Szmatę ciachnęłam na pół i tym sposobem prezentuję dwie zgrabne torby o optymalnych wymiarach, mogące się prać w pralce, nosić w rękach, stać na baczność, wisieć i ćwiczyć z Chodakowską (no dobra, to ostatnie to klasyczna projekcja). Słowa tego nie opiszą, patrzajcie:



29 komentarzy:

  1. Wory super , a koty wyszły rasowe.pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki serdeczne, pozdrawiam:)!

      Usuń
    2. Dołączam się, koty pierwsza klasa! Całość wygląda świetnie ;)

      Usuń
    3. Dzięki serdeczne!:)

      Usuń
  2. Worki prezentują się bardzo sympatycznie :) Dobry pomysł z uszami, będzie łatwiej przenosić.
    O smrodzie kartoflanym pierwsze czytam, a słyszeć też nie słyszałam.
    Prujek poszukaj pod kanapą albo innymi meblami. Ja ostatnio znalazłam pół kompletu kredek (drugie pół pod kuchenką) i klocków na solidną wieżę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! To taki dziwny, specyficzny zapach, został na tkaninie po wystemplowaniu. Trzeba było szybko wyprać, bo trudny do zdzierżenia (przynajmniej dla mnie, może jestem nadwrażliwa:P) Szukaj dalej, może znajdziesz jakieś kosztowności:D

      Usuń
    2. Kosztowności też już były ;) pierścionek w kartonie ze ścinkami materiałów się liczy, nie? ;) szukałam go wcześniej dobre 3 tygodnie...

      Usuń
    3. No ba! Ja kiedyś rozprułam poduszkę, w poszukiwaniu pierścionka. W końcu odnalazł się na grządce z fasolką:D

      Usuń
  3. niezbędnik matki z dzieckiem. Też uszyłam dwa i był w nich luZ, a było to dwa lata temu. Od tego czasu miejsca w nich nie ma i dodatkowo musiałam dosyć jeszcze pięć pojemników. Zabawek dziecku nie kupuję, podejrzewam że się skrycie rozmnażaniają

    OdpowiedzUsuń
  4. niezbędnik matki z dzieckiem. Też uszyłam dwa i był w nich luZ, a było to dwa lata temu. Od tego czasu miejsca w nich nie ma i dodatkowo musiałam dosyć jeszcze pięć pojemników. Zabawek dziecku nie kupuję, podejrzewam że się skrycie rozmnażaniają

    OdpowiedzUsuń
  5. Bomba, ja planuje udziergać takie worki z włóczki bobin (czy jakoś tak). Póki co jeszcze nie umiem dziergać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam sobie to wygoglować;) I okazuje się, że ja chcę z tego kapę na łóżko, a dzierganie jest mi równie obce, Oswajam z tym pomysłem moją mamę, ale na razie stoi okoniem;)

      Usuń
  6. Teściowa z szyjącą przeszłością... Niektórzy to mają szczęście ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Historia o lekkim zabarwieniu humorystycznym - tak się wczułam, że przeczytałam, iż spód kosza odrysowałaś od nocnika nocnego;)
    Pięknie Ci to wyszło - nosiłabym jako torebkę:)

    OdpowiedzUsuń
  8. super! nam właśnie zaczyna znów brakować pojemników na zabawki więc chyba pójdę Twoim śladem i coś zdziałam :)
    a worach w najlepsze kwitnie miłość międzypluszakowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wory sprzyjają integracji! Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Super efekt. A o smrodzie też nie słyszałam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Więc tylko mnie spotkało to szczęście:D

      Usuń
  10. Efekt fantastyczny! A przez ten koci print, wory mogą się spokojnie równać tymi kupnymi ,drogim ze skandynawskich blogów :) No i blog jako całość bardzo inspirujący:) Pozdrawiam i dodaje do ulubionych

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetne, pakowne no i sto procent stylówa! I jeszcze te miśki przytulające! Dobrze że Majki zabawki mieszczą się jeszcze w małym koszyczku! Ufff...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to były piękne czasy... Pamiętam, gdy kupiłam pierwsze pudło na zabawki Dzięki serdeczne:)

      Usuń
  12. o jeju generalanie zrobiłaś przecudne dwa worki!!!! Boski wzór i w ogóle cudnie ci wyszło, a ziemniak źle się zachował, że śmierdział!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, było to z jego strony wielkim nietaktem:) Dzięki serdeczne!

      Usuń