wtorek, 30 grudnia 2014

Kartonowe zwierzątka, czyli niskobudżetowe zabawki, czyli matka na wychowawczym


Bawi mnie niezwykle powiedzenie "siedzieć z dzieckiem w domu". Bardzo bym sobie chciała posiedzieć, ale mój urlop wychowawczy, czyli niedoceniona, nieodpłatna, nie wliczająca się do PKB harówka na rzecz społeczeństwa, jest wszystkim, prócz siedzenia. No i może leżenia. Przyznaję jednak uczciwie, że czasem sypiam.

W celu animowania czasu Zofii, wykonałam jej zwierzaczki, które trzymają się lodówki. Chciałam sobie tym samym umożliwić pobyt w kuchni nieco dłuższy, niż trzy minuty pod rząd (tyle zwykle Zofia bohatersko wytrzymuje bez mojej atencji).

Muszę przyznać, że moja córka jest bardzo wdzięcznym recypientem handmade'owych zabawek. Zwierzaki spotkały się z uznaniem - wyeksploatowane królicze uszy trzymają się już na małym celulozowym włókienku.

Sposób wykonania jest bardzo prosty i zupełnie bezkosztowy.
Na starym kartonie namalowałam obrazek (niezwykle relaksujące zajęcie i cudownie odmóżdżające. Mogłabym malować freski). Wycięłam, na odwrocie przykleiłam klejem magic kawałek magnesu z odzysku (obrazki na lodówkę dołączane niegdyś do jogurtów). Gotowe. Teraz już można spijać śmietankę ze swego twórczego trudu i uzyskany czas przeznaczyć na przykład na usuwanie śladów Bielucha z kuchennej podłogi.





Ludzie hodujący małych ludzi pewnie bez trudu dostrzegą, że kura i wiewióra łudząco przypominają bohaterów "Babo chce". Natomiast ryba, królik i kot są dość luźno inspirowane bohaterami z ulicy Czereśniowej.

16 komentarzy:

  1. Świetne! Chyba podkradnę pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bombowe, podziwiam za ten urlop wychowawczy, ja wracam do pracy z nadzieją że sobie odpocznę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Strasznie wkurzające stwierdzenie, z tym "siedzeniem". W życiu nie byłam taka umęczona, jak wtedy, kiedy mój syn był mały, zanim poszedł do przedszkola, a ja do pracy. Ale to wszystko się, za przeproszeniem, zwróci :D Więź z dzieciem itd.
    Piękne zwierzaki! Prace ręczne na 6-tkę I fajna twórczość, faktycznie relaks i odpoczynek dla głowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Też myślę o tym raczej jako o "inwestycji":P Poza tym tak naprawdę bardzo się z Zofią lubimy i miło nam się żyje razem:)

      Usuń
  4. Masz talent! Zwierza jak żywe. Mnie oprócz umęczeniu fizycznego męczyła mimo wszystko monotonia tego "siedzenia" w domu i po skończeniu macierzyńskiego i urlopu wróciłam z chęcią do pracy. Niestety zmęczenie nie minęło 😉 najtrudniejsze pierwsze 3 lata, potem jest już łatwiej. Pozdrawiam noworocznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki serdeczne! Tak, tu chyba chodzi o tą właśnie monotonię. Plus odosobnienie i mamy marudzącą Grandę;P Wszystkiego dobrego!

      Usuń
  5. świetny pomysł, jak tylko mój syn zaprzestanie namiętnej konsumpcji celulozy natychmiast zrobię podobne czasoumilacze, bo chwila wolna od wrzasków i ciągnięcia za nogawkę spodni wydatnie wpływa na jakość gotowanego w tym czasie obiadu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest ten tajemniczy składnik!:D Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  6. Tiaa też "siedzę" na wychowawczym. Tylko jakim cudem od samego siedzenia człowiek pada o godzinie 20? ;) Grandziu Ty jesteś pod każdym względem uzdolniona: szyje, maluje i pewnie jeszcze dobrze gotuje :) Szkoda że u nas lodówka jest w spiżarce - z pewnością zgapiłabym Twój pomysł gdyż widzę że nasze dzieci do tych spokojnych nie należą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Pewnie by się dogadały, przy okazji roznosząc pomieszczenie na strzępy:) Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam!

      Usuń
  7. bardzo kreatywne podejście do sprawy, uwielbiam takie "zabawy"

    OdpowiedzUsuń