niedziela, 16 października 2011

Woreczki na lawendę - utylitarności

Aby ciąg zdarzeń zachował pożąnaną spójność, uszyłam woreczki na lawendę. Task poniewierał mi się na liście rzeczy do zrobienia przez spory odcinek czasu, gdyż hodowla lawendy sięga zamierzchłej przeszłości,  której najstarsze sklerotyczne grandy nie pamiętają. Było to wtedy, gdy łudziłam się jeszcze, że będzie ze mnie ogrodnik, i kupowałam nasiona, donice, szpadle i pasujące kolorystycznie rękawice.

Marzenie to było naiwne, ale podtrzymywałam je długo i sztucznie przy życiu. Jedna z założonych plantacji zawierała w sobie lawendę. Wysiawszy ją starannie i lekką ręką, schowałam do garażu, bo nastały wiosenne mrozy. Po czym natychmiast i starannie o niej zapomniałam. Spędziła tam długie miesiące. potknąwszy się o nią przypadkiem i w skutek tego zakląwszy szpetnie, wytargałam ją na światło dzienne i raczyłam skąpymi porcjami wody, konsekwentnie nieregularnie, wyłącznie wtedy, gdy mi się o niej przypomniało, lub przechodziłam obok i jeśli konewka nie leżała za daleko. W wyniku tych starannych zabiegów, lawenda wyrosła bujnie i pięknie. Nie wierząc niemal w swoje łyse szczęście postanowiłam więcej nie igrać z losem i zasięgnęłam opinii.

Otóż, nie wiem czy wiecie, ale źródła mówią, że wyhodowanie lawendy z nasionka jest niebywale trudne:D Zapobiegawczo wywiozłam lwią część do Matki, która to w odróżnieniu ode mnie ma złote ręce do kwiatów (może znaleźli mnie jednak na śmietniku, jak wmawiał mi od wczesnego dzieciństwa wuj) i dzięki temu zagon rośnie bujnie po dziś dzień. W tym roku odbyły się dosyć spore zbiory, więc postanowiłam obdarzyć Mamę woreczkami do szafy własnej produkcji:






Tej wiosny zew ziemi również kazał mi poczynić zasiewy, ale nie dałam się nazbyt ponieść. Zmysł praktyczny poradził mi się ograniczyć się głównie do ziół. Kiedy latem odwiedziła mnie Babcia i zaproponowała, że przyjedzie pewnego dnia wyplewić mi grządkę, wykrzyknęłam we wzburzeniu i szczerze zdumiona: to ja mam jakąś grządkę?!

24 komentarze:

  1. Ja po raz pierwszy wysialam lawende z nasionka i to w lipcu!! teraz mam bujny krzak i licze ze w wakacje cos sie pojawi, a lawende uwielbiam :) Choc pierwszy raz komentuje, ale zagladam :D
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. urocze:) ja kiedys kupiłam lawende w jakims markecie, i padła mi po kilku dniach..to kupiłam sobie nasionka i gliniana doniczke, bo podobno lawenda najbardziej gliniane lubi..i zobaczymy co mi wyrosnie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny pomysł z tymi woreczkami :) A kwiatuszki były od razu na tkaninie czy za pomocą maszyny wydziergałaś? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uśmiałam się serdecznie :) Mam podobne zdolności do kwiatów i roślin. Tym lepiej rosną im mniejszy staram się mieć w tym udział. Woreczki urocze.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja przytaszczylam sobie lawendę z krzaka oporządzanego przez pewną panią i wyłożyłam w pokoju swym na pachnienie, niestety zapach zwietrzał po jednym dniu ;/ Tak więc dumam czy tych kwiatów nie trza jakoś skosić na miał do torebek?

    OdpowiedzUsuń
  6. Wróżę świetlaną przyszłość - z taką ręką do kwiatów powinnaś założyć szkółkę krzewów i drzewek ozdobnych :) A w wolnych chwilach szyć te urocze woreczki na sypkie zioła ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne woreczki, śliczne koronki....zdolna jesteś...pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  8. Czy nie chodził Ci kiedyś po głowie pomysł napisania książki? Piszesz tak wspaniale, że marzy mi się przeczytanie jakiejś dłuższej formy Twojego autorstwa:)

    OdpowiedzUsuń
  9. ładniutkie woreczki i na dodatek z haftami, sam urok
    nigdy nie sadziłam lawendy, a teraz po Twoim opisie postawiłam sobie za cel spróbować, i to z samego małego nasionka ;) ciekawe czy się uda

    OdpowiedzUsuń
  10. Granda! Proszę, napisz książkę! Uwielbiam czytać wszystko co napiszesz!

    OdpowiedzUsuń
  11. ponoć wyhodować z nasionka BARDZO TRUDNO. moja teściowa , co ma złote ręce do kwiatów, robiła wszystko wg instrukcji i nie wyrosło absolutnie NIC! lawendę uwielbiam! widać z lawendą jak z facetami:im mniej zabiegasz tym lepsze rezultaty;)

    OdpowiedzUsuń
  12. @ Bree - one kwitną dopiero w rok po zasianiu, więc cierpliwość wskazana! Miło powitać ujawnioną Czytelniczkę:)
    @ EevvaStyle - dziękuję!
    @ Annusza -trzymam kciuki! Moja rodzicielka je podsypuje skorupkami z jajec, ponoć lawenda to lubi. No ale moja rosła w rozklekotanej plastikowej doniczce w garażu, więc w sumie nic nie jest pewne:P
    @ pracownia weekendowa - nie dziergałam, były już gotowe!
    @ ZADZIORNA - o tak, udział też zawsze ograniczam do minimum. każdy mój przejaw zainteresowania prowadzi do katastrofy:p Pozdrawiam!
    @ Milena - to dziwne. Rudolf mi onegdaj sprezentował cały wiecheć i ja to popakowałam w woreczki, pociąwszy uprzednio na kawałki (coby się zmieściły) i po dziś dzień pachną. A było to w zamierzchłych czasach EKHM Rudolf, jak to czytasz to ma Ci być głupio, że mnie tak długo nie odwiedzasz:>
    @ Susanna - o tak, zainwestuje w tą ideę oszczędności życia:D
    @ bastamb - dziękuję!
    @ cantara - strasznie mi miło:) jak napiszę książkę, to będziesz w dziale "podziękowania":D
    @ ThimbleLady - spróbuj, zachęcam. naturalny zapach lawendy jest obłędny!
    @ tyska - nie zachęcaj, bo jeszcze napiszę i potem będziesz musiała przeczytać:D
    @ Sigrun - hihi, uśmiałam się, jak o tym usłyszałam. Może przekaż Teściowej moje porady. Połóż nacisk na fazę potknięcia się o doniczkę, to kluczowy etap:D a porównanie nadzwyczaj trafne LOL
    Dziękuję Wam, drogie Czytelniczki, za miłe i krzepiące słowa!

    OdpowiedzUsuń
  13. Granda limit talentów wykorzystała w szyciu po prostu ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kochana a co Ty się tak lanczujesz w Katowicach? może byś w piątek (bo akurat będę) do Retro wpadła na ten lancz? :P bardzo zapraszam na kawkę/herbatkę i pogaduchy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. dzięki Grando, bo ja już kompletnie zapomniałam, że zasiałam! jest nadzieja dla mnie! o matko, a tu przymrozki, lecę chować ją do garażu, jeszcze tylko potknięcie, konewka i done! pa!

    OdpowiedzUsuń
  16. To są jakieś inne Grandy..? Olaboga!

    OdpowiedzUsuń
  17. Też niedawno szyłam woreczki do lawendy, ale moje niestety nie są takie piękne! Podziwiam, podziwiam.
    Pozdrawiam,
    Kalina
    kwiatowa30@blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  18. Granda szyje i szyje, ale siebie to nie chce pokazać! :(

    OdpowiedzUsuń
  19. Jakby co to mogę wejść do spółki ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Urocze te woreczki i świetny pomysł! :) Pozdrawiam i zapraszam do mnie w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Zapraszamy na III edycję Konkursu Krawieckiego 4 PORY ROKU tym razem POLSKA ZŁOTA JESIEŃ
    organizowanego przez forum SZYJEMY PO GODZINACH
    Serdecznie pozdrawiam.
    Ula

    OdpowiedzUsuń
  22. ciekawy blog, zdolna jesteś! :)
    zapraszam do obserwowania mojego bloga: www.mespeel.blogspot.com :) pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń